piątek, 2 września 2016

Dla tych, co spadli pod stół...

Znajoma wymarzyła sobie obrus na stół. Duży stół, mieszczący pod sobą co najmniej dwójkę dzieci ;)

Marzenia należy spełniać, jeśli tylko to możliwe, prawda? (Chętnym podeślę swoją listę... Długą, tak więc wiecie...). Gąsienica siedziała wówczas jeszcze w kokonie (tak, mówiłam, że mam zaległości), choć już niedaleko jej było do słońca. Usiadłam więc do maszyny i rozpoczęłam budowę domu.
Dom miał mieć drzwi, okna z firankami i zasłonkami, jakieś kwiecie pod ścianami. I plamoodporny dach - wiadomo, szkodniki, gołębie, dzieci... - te sprawy.

Większość aplikacji uszyłam z cienkiego polaru, żeby można było spokojnie prać, a ściany z niegniotącej się zbytnio tkaniny, żeby nie trzeba było prasować.

Zajęło mi to sporo czasu. Więcej, niż myślałam i drugi raz przemyślałabym lepiej decyzję o podjęciu się takiej pracy, choć sprawiło mi to też sporo radości.

Spokoju nie dawała mi myśl, jak szczęśliwa byłaby MOJA banda, posiadając taką bazę. Tylko skąd ja wezmę stół w naszej mikroprzestrzeni, który nie jest zastawiony pod spodem pudłami, koszami i któż-wie-czym-jeszcze..? Życie pokazuje, że nie ma co się poddawać... Ale to już zupełnie inna historia ;)

Dom w całości prezentuje się najlepiej na właściwym dla siebie stole, zdjęcia zaś pokazują stan pozbawiony szkieletu, można sobie jednak wyobrazić całokształt, prawda?

Usiłując zrobić cokolwiek z choć jednym Hunem w domu - trzeba było go czymś zająć. Tworzyliśmy więc oboje...


Większość aplikacji obszyłam ściegiem płotkowym, nawiązującym do szycia ręcznego.


Ściana frontowa wsparta na tymczasowym stelażu ożywionym... Okna zaszyte firankami na stałe, wedle życzenia (to akurat mnie dziwi, wystawianie głowy przez okno to sama frajda, prawda?), wybrałam więc jak najbardziej przejrzyste.




Na bocznych ścianach - drzewo


i kot, naszyty z obu stron równolegle, tylko kolor oczu mu się zmienia, taka mała niespodzianka...


Elementem, który zajął mi najwięcej czasu i był najbardziej niewdzięczny w szyciu - to lamówki. Macie jakiś dobry sposób na ładne obszywanie lamówkami otworów, a nie brzegów zewnętrznych? Jeśli tak, to ja bardzo poproszę!









5 komentarzy:

  1. Ale się napracowałaś! Życzę z całego serca ogromnego stołu pustego pod spodem; wtedy na pewno podejmiesz się tej pracy jeszcze raz :) Ochoczo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, wtedy to ze śpiewem na ustach!

      Usuń
  2. A co do lamowania wewnętrznych kątów (nie wiem, jak to nazwać) - jak szyje się dekolt w karo, to robi się tak: trzeba wyciąć lamówkę w kształcie dekoltu (czyli w tym przypadku drzwi) i naszyć ją na prawą stronę otworu. Potem nacinasz rogi, i zawijasz lamówke pod spód, zaprasowujesz i potem spojojnie ja sobie wykańczasz na lewej stronie (podwijasz, fastrygujesz, przyszywasz)

    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, to już wiem, czyli jak odszycie, dobra, tak zrobię następnym razem :) Bo takie obszywanie, jak w tym obrusie, to ekhm... powiedzmy, że nieco nadwyrężało moje poczucie estetyki ;)

      Usuń
  3. OMG! !! Cudny!!! Nie napisze, że też chcę taki, ale chcę ;-)

    OdpowiedzUsuń