Szpital domowy.
Armia Hunów uległa siłom przeważającym i złożyła broń.
Stęka, leży i wzdycha (M).
Marudzi, przywiera do rąk, nóg (Młodszy). Jęk nieustanny - naprzemiennie Młodszego (gdy nienoszony) i kręgosłupa (gdy owszem).
Podgrzewa atmosferę (Starszy).
Co nas nie zabije, to nas wzmocni, mówią.
Niebawem zapewne będę nieśmiertelna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty
środa, 19 lutego 2014
piątek, 25 października 2013
Samotny babski wieczór
M. wyjechał na weekend.
Jako kochająca żona i matka z błogością, ba, z hymnem w duszy na orkiestrę całą, czekałam na wieczór samotny i babski. Rzadki luksus w maskulinizowanym domu.
Zafarbuję włosy na kasztan!
Włączę film ckliwie romantyczny, jakiego żaden szanujący się mężczyzna dobrowolnie nie obejrzy!!
Wezmę się za jedną z tysiąca i jednej rozgrzebanych robótek!!!
Niech no tylko dzieci zasną..!!!!
Położyłam Chłopców, przytuliłam, żeby zasnęli.
Obudził mnie telefon. M. dzwonił, żeby mi powiedzieć "dobranoc".
A obiad wygotował się niemal doszczętnie.
Jako kochająca żona i matka z błogością, ba, z hymnem w duszy na orkiestrę całą, czekałam na wieczór samotny i babski. Rzadki luksus w maskulinizowanym domu.
Zafarbuję włosy na kasztan!
Włączę film ckliwie romantyczny, jakiego żaden szanujący się mężczyzna dobrowolnie nie obejrzy!!
Wezmę się za jedną z tysiąca i jednej rozgrzebanych robótek!!!
Niech no tylko dzieci zasną..!!!!
Położyłam Chłopców, przytuliłam, żeby zasnęli.
Obudził mnie telefon. M. dzwonił, żeby mi powiedzieć "dobranoc".
A obiad wygotował się niemal doszczętnie.
środa, 16 października 2013
Za włosy i do jaskini
Z teczką, w pośpiechu, wydzwaniając po drodze do ortopedy dziecięcego - biegałam wczoraj od biura do biura. Praca, praca.
Przy jednym z biurek piękna dziewczyna: staranny makijaż, włosy twarzowo wymodelowane nad czołem... Kątem umysłu zastanawiałam się zawistnie, jak by wyglądała, gdyby jej też małe rączki szarpały włosy przez pół nocy i pakowały je garściami do małej paszczy..?! Po czym pobiegłam dalej, zapominając torebki...
Rano, półprzytomna przygotowałam sobie na blacie śniadanie do pracy - jogurt, serek. Młodszy w tym czasie konsumował kanapkę, machając nóżkami w śpioszkach. Ucieleśnienie niewinności.
Wróciłam do kuchni po chwili. Młodszy na krzesełku przy blacie. Zadowolony z siebie. W jogurt wbity nóż. Broda umazana jogurtem. Upolował sobie.*
Nóż zwykły, tępy, do smarowania masłem - żeby nie było. Innych przezornie nie zostawiam na wierzchu.
Przy jednym z biurek piękna dziewczyna: staranny makijaż, włosy twarzowo wymodelowane nad czołem... Kątem umysłu zastanawiałam się zawistnie, jak by wyglądała, gdyby jej też małe rączki szarpały włosy przez pół nocy i pakowały je garściami do małej paszczy..?! Po czym pobiegłam dalej, zapominając torebki...
Rano, półprzytomna przygotowałam sobie na blacie śniadanie do pracy - jogurt, serek. Młodszy w tym czasie konsumował kanapkę, machając nóżkami w śpioszkach. Ucieleśnienie niewinności.
Wróciłam do kuchni po chwili. Młodszy na krzesełku przy blacie. Zadowolony z siebie. W jogurt wbity nóż. Broda umazana jogurtem. Upolował sobie.*
Nóż zwykły, tępy, do smarowania masłem - żeby nie było. Innych przezornie nie zostawiam na wierzchu.
wtorek, 1 października 2013
Brak instynktu samozachowawczego
Po pracy:
odebrałam dzieci
poleciałam do biblioteki po książkę potrzebną do zajęć na jutro
nasmażyłam placków z dyni i fety (pycha!)
przygotowałam na jutro gulasz z dynią, papryką, cukinią (pokroić, upiec, podsmażyć...)
zrobiłam sok z czarnego bzu
zapasteryzowałam go (trochę za długo, bo wstawiłam i zapomniałam, ale co tam)
w międzyczasie (ha ha!) przejrzałam materiały na jutrzejsze zajęcia (o tyle, o ile...)
nie wspomnę o zwyczajnym dzieci oporządzeniu
i na domiar złego, z absurdalnym masochizmem, byłam z siebie dumna!
* No dobrze, M. w roli pomocy kuchennej pomógł mi tu i ówdzie, ale bądźmy szczerzy, mistrzem patelni to on nie jest...
odebrałam dzieci
poleciałam do biblioteki po książkę potrzebną do zajęć na jutro
nasmażyłam placków z dyni i fety (pycha!)
przygotowałam na jutro gulasz z dynią, papryką, cukinią (pokroić, upiec, podsmażyć...)
zrobiłam sok z czarnego bzu
zapasteryzowałam go (trochę za długo, bo wstawiłam i zapomniałam, ale co tam)
w międzyczasie (ha ha!) przejrzałam materiały na jutrzejsze zajęcia (o tyle, o ile...)
nie wspomnę o zwyczajnym dzieci oporządzeniu
i na domiar złego, z absurdalnym masochizmem, byłam z siebie dumna!
* No dobrze, M. w roli pomocy kuchennej pomógł mi tu i ówdzie, ale bądźmy szczerzy, mistrzem patelni to on nie jest...
Subskrybuj:
Posty (Atom)