poniedziałek, 24 lipca 2017

Bajeczne perspektywy i kokony pajęcze

Zaraz, za chwilę jedziemy na Wolin. Warsztaty archeologii eksperymentalnej zmobilizowały nas jak co roku. W tym jakby bardziej intensywnie. Ostatnie wieczory siedziałam przy maszynie, desperacko uzupełniając garderobę Hunów i Li. Ręcznie byłoby bardziej historycznie, jasne, ale na pewno niewykonalnie.
Jak szyje matka Hunom przed wyjazdem?
Z rozpaczliwą desperacją. W efekcie klin w jednej z tunik wszyłam na lewą stronę, po czym, jak już sprułam i poprawiłam, odłożyłam do szafy, bo jest zdecydowanie za mała. Jak ja to mierzyłam..? Nic to, i tak powstało sporo. Do stosu dołóżcie jeszcze kieckę czerwoną jak maki i drugą zieloną jak trawa.


Będę prząść, mieszać wełnę w kotle, zbierać zielsko. A może głównie latać za Li i zdejmować ją z najdziwniejszych miejsc? Biegać z nią za owcami? Strzelać z Hunami z łuku? Pić herbatę zaparzoną w kotle na kowalskim, glinianym piecu w czasie deszczu?

Na warsztatach śpiewu archaicznego wyśpiewywać cały pośpiech i niedoczas codzienny.
Na warsztatach produkcji jedwabiu farbować, kroić i prząść kokony jedwabników!! 

Jeśli wybierzecie się na Wolin i zobaczycie małą bandę młodocianych Wikingów biegających po skansenie w dzikim pędzie, nie dajcie się zwieść. Przynajmniej dwóch z nich to prawdziwi Hunowie ;)



3 komentarze:

  1. Ech te zarwane noce tuż przed... :)
    /Damroka

    OdpowiedzUsuń
  2. Herbata? Że niby jak drzewiej?... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrzucasz kilka liści do gara i jest! ;)

      Usuń